Damian Knyba pokonał jednogłośnie na punkty 117:110 byłego mistrza świata wagi ciężkiej Andy'ego Ruiza Jr i zniweczył powrót Amerykanina na ring po dwuletniej przerwie podczas gali w Prudential Center w Newark. O wszystkim zdecydowały gabaryty. Polak o wzroście 201 centymetrów i zasięgu ramion 218 centymetrów przez wszystkie 12 rund trzymał Ruiza na końcu swoich uderzeń. W siódmej rundzie mocny prawy prosty wstrząsnął Amerykaninem, potem posypała się seria ciosów, a chwilę później przyszedł nokdaun. Ruiz podniósł się na niepewnych nogach i uratował go dopiero gong. W narożniku Manny Robles domagał się zmiany stylu i większej liczby ciosów na korpus, a reakcja była natychmiastowa: weteran mocno natarł w ósmej i dziewiątej rundzie, dając publiczności powody do nadziei. Jednak w rundach mistrzowskich Knyba odzyskał kontrolę dzięki lewemu prostemu.

Opinie poza ringiem były podzielone. Timothy Bradley skrytykował skromną pracę Amerykanina na korpus, Shawn Porter Jr bronił jego zaangażowania, a Bud Crawford przyznał Polakowi uznanie za niemal bezbłędny plan taktyczny. Ruiz przyczyn porażki upatrywał w stylu rywala. "Myślę, że to było klinczowanie i brak możliwości wyprowadzania moich kombinacji" - ocenił. Porażka mocno boli, ale o zakończeniu kariery nie myśli. "Walczyliśmy z wielkim zawodnikiem. Musiałem zaryzykować, ale jeszcze nie skończyłem" - zapewnił.
Sponsorowane



