"Są dwie możliwości: albo oni zagrają w trzecim finale mistrzostw świata z rzędu, albo my pokonamy ich trzy razy z rzędu" – powiedział Lamine Yamal i te słowa doskonale oddają stawkę meczu, który w Dallas obejrzy 70 649 kibiców. Superkomputer Opty uznaje za faworyta Francję (42,1 proc.), a Hiszpanii daje tylko 31,8 proc., ale historia jest bardziej zawikłana, niż sugerują liczby. Dla selekcjonera Hiszpanów Luisa de la Fuente to szósty półfinałowy pojedynek z Francją, a bilans czterech zwycięstw i jednej porażki daje La Furia Roja, jak nazywa się reprezentację Hiszpanii, realną wiarę w sukces.

Kylian Mbappé przyjeżdża na mecz jako najlepszy strzelec turnieju z ośmioma golami i trzema asystami, ale trafia na najszczelniejszą obronę mundialu, która w pięciu spotkaniach straciła tylko jednego gola. Siła ofensywna Francji, wzmocniona przez Barcolę, Dembélé i Olise'a, zmierzy się z hiszpańską dyscypliną, w której głównym zagrożeniem są niezawodność Mikela Oyarzabala i nos do decydujących goli Mikela Merino. Zderzą się dwie piłkarskie filozofie. Czeka nas bezwzględna walka. Francja traciła gole w fazie grupowej, ale we wszystkich trzech meczach fazy pucharowej zachowała czyste konto, a Hiszpania mimo defensywnej solidności w ataku wciąż balansuje na krawędzi kryzysu kreatywności.
Zwycięzca zejdzie z boiska w palącym słońcu Dallas z awansem do finału, a dla pokonanego marzenie o mistrzowskim tytule skończy się raz na zawsze na boiskach Teksasu.
Sponsorowane



