Thomas Tuchel przyznaje, że nie ma „na całym świecie” miejsca, w którym wolałby teraz być, niż w tym półfinale z obrońcami tytułu. To pierwsze spotkanie obu drużyn od 2005 roku, a w Atlancie odżywa rywalizacja, która sięga od „kradzieży stulecia” z 1966 roku po „Rękę Boga” Maradony z 1986 roku.

Argentyna przystępuje do meczu jako najskuteczniejsza drużyna turnieju z 17 golami na koncie, ale Anglicy też mają czym grozić. Jude Bellingham i Harry Kane strzelili po sześć bramek i będą sprawiać mistrzom kłopoty. „To tylko mecz piłkarski” – zapewnia Lionel Scaloni, choć jego kapitan, Lionel Messi, przyznaje, że spotkanie z Anglią będzie „wyjątkowe”. W defensywie obie ekipy też są równe – każda straciła po sześć goli, co jeszcze podkręca napięcie.

Historia woła. Pod zamkniętym dachem Mercedes-Benz Stadium dziesięciolecia dramatycznych wydarzeń w końcu znajdą ujście w jednej z największych bitew współczesnego futbolu.
Sponsorowane



